czwartek, 20 kwietnia 2017

Metryczki

Skończone już jakiś czas temu, czekały najpierw na daty urodzin i imiona dzieci, a potem na wręczenie. Teraz już dotarły do nowych właścicieli, więc mogę je pokazać.

Pierwsza powstała metryczka z bocianem. Wykonałam ją jakieś 2 lata temu, więc długo nabierała mocy. Wtedy nie mogłam jej wręczyć, ale teraz nadarzyła się okazja i powróciłam do niej. Niestety po dwóch latach widzę już niedociągnięcia w mojej pracy i teraz zrobiłabym to lepiej, ale szkoda było pozwolić tej metryczce się zmarnować. Najważniejsze, że mamie, która dostała taki prezencik bardzo się spodobała. Etapy powstawania zostały opisanie w którymś z moich poprzednich postów, więc tutaj tylko efekt końcowy.


Druga metryczka powstała dla kolejnej młodej mamy (siostry bliźniaczki tej, która dostała metryczkę z bocianem - akurat tak wyszło, że prawie w tym samym czasie urodziły swoje dzieciaczki). Cały obrazek wyszyłam bardzo szybko - w 2 czy 3 tygodnie. Ale pewnego błędu nie udało mi się uniknąć. Cały obrazek musiałam przesunąć w ramce nieco w lewą stronę, ponieważ kanwa miała pewną wadę fabryczną, którą dostrzegłam dopiero gdy wszystko oprócz daty i imienia było już wyszyte. Teraz mam nauczkę, żeby dokładniej oglądać kanwę przed rozpoczęciem pracy. Ale z efektu końcowego i tak jestem zadowolona. Czekam jeszcze tylko na opinię obdarowanej, bo metryczka wysłana pocztą i lada dzień dotrze do odbiorcy.




A tak powstawała metryczka. Na początku same krzyżyki:


Potem doszły jeszcze kontury: 

A na koniec pozostało tylko dodanie imienia i daty, pranie i prasowanie.

Dane techniczne:
- kanwa 14 ct
- mulina pochodząca z resztek, 2 nitki
- i absolutne odkrycie podczas haftowania - mazak Prym znikający pod wpływem wody - rewelacja

piątek, 7 kwietnia 2017

Sampler ogrodowy - odsłona 2

Powstały kolejne 3 motywy z samplera. A do końca coraz bliżej.


W kwiatku było dużo białego, przez co dłużyło mi się trochę wyszywanie tego motywu. 


Potem powstał znaczek. Wyszywało się szybko i przyjemnie. Konturów też nie za dużo, więc powstał błyskawicznie.


I na koniec łyżka i widelec. Również niezbyt skomplikowany motyw.

Ciąg dalszy i pewnie już cała praca pojawią się w kolejnej odsłonie.

czwartek, 23 marca 2017

Sampler ogrodowy - odsłona 1

Teraz dłubię sobie pomału sampler ogrodowy z SODY na lnie. Wzór bardzo mi się spodobał, ze względu na żywe kolory. Mojemu Mężowi jakoś nie przypadł, do gustu, bo mówi, że wszystkiego naciapane po trochę, czyli tak, jak to bywa w samplerze. 
Wzór jest dość specyficzny - dużo motywów, dużo kontorów, ale wyszywa mi się dość dobrze, bo każdy dzień przynosi coś nowego:) Musiałam zrezygnować z parkowania i wyszywać systemem mieszanym, czyli trochę kolorami, trochę przyparkować. Kazdy wzór jest inny i trzeba zachowywać pewną elastyczność podczas pracy.
A jak to jest z tym lnem? Moim zdaniem nie ma powodu do obaw. Na początku trzeba poświęcić ciut więcej uwagi niż podczas wyszywania na zwykłej aidzie. Jednak gdy już się załapie rytm, to już dobrze idzie. Jeśli o mnie chodzi, to mimo że to jest moja pierwsza praca na lnie, to nie narzekam. Przy większych motywach igła sama skacze. Problem może stanowić obliczanie większych odległości na niezapełnionym materiale, ale dobre światło i odrobina samozaparcia wystarczają, by przeskoczyć trudniejsze momenty.

Na razie mam skończone 3 motywy: 




Praca jest na tamborku, więc całością pochwalę się dopiero po skończeniu.

poniedziałek, 13 marca 2017

2 lata minęly

Mój blog istnieje już 2 lata. A tymczasem nie mam nic skończonego, czym mogłabym się podzielić. Niedawno powstały pewne obrazki, ale czekają na wręczenie, żeby mogły zostać opublikowane. Wrócę do nich, gdy już nabiorą mocy. Z tego, co sama zaobserwowałam po moich pracach, to widać, że krzyżyki stają się coraz ładniejsze - jakieś takie bardziej równe. Na pewno jestem zadowolona, że poprawa jest widoczna (nawet, jeśli tylko dla mnie).

Obecnie powstaje pomalutku sampler ogrodowy z SODY na lnie. To moja pierwsza przygoda z SODĄ, chociaż pewnie nie ostatnia, bo wzorki bardzo mi się spodobały. Z lnem też po raz pierwszy mam styczność, czyli same nowości. Na razie wygląda to tak:


Gdy mam ochotę na zmianę techniki, to od czasu do czasu zajmuję się jeszcze kryształkami. Na razie około 1/6 pracy za mną i po trochu przybywa.


Niedawno przyszedł pocztą nowy zestaw do latch hooka, ale nawet nie zaczęłam, więc jeszcze nie ma czym się pochwalić. Mam jeszcze jedną pracę w zanadrzu, wykonywaną zupełnie inną techniką (i bez użycia nitek), ale jakoś technika nie przypadła mi do gustu. Kiedyś się pewnie zmobilizuję i dokończę tę pracę, ale mojego serca raczej nie podbiła. Postępy (albo gotowce) będą pojawiały się stopniowo na blogu.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Pocztówka z Paryża

Kolejna praca skończona. Obrazek nie jest zbyt duży, ale sprawił mi trochę problemów. Na początku nie mogłam się jakoś zebrać i skupić na tym obrazku. Potem nastąpił przełom i udało się szybko skończyć. Pierwszy raz miałam do czynienia z takim wzorem. Pewne utrudnienia powodowała różna ilość nici występujących pod poszczególnymi kolorami. Pasemka były bardzo podobne kolorystycznie, co przy parkowaniu trochę utrudniało wyszywanie. Miałam kupiony gotowy zestaw i pod koniec pracy zabrakło mi paru kolorów. Na szczęście miałam te brakujące w swoich zasobach. Po skończeniu krzyżyków czekały mnie jeszcze dla urozmaicenia kontury i trochę french knotów.  A najgorsza z tego wszystkiego okazała się złota nitka - wymagała bardzo dużo cierpliwości z mojej strony. Czyli dużo atrakcji w dość małej pracy.


Tak wyglądał obrazek bez konturów i pozostałych ozdobników, jeszcze przed praniem i prasowaniem:


I skończony: 


Dane techniczne:
- kanwa marmurkowa 14ct
- gotowy zestaw z Chin
- mulina - odpowiedniki DMC, 1-3 nitek
- wymiary 110 x 80 krzyżyków, 20 x 14 cm

wtorek, 31 stycznia 2017

Dywanik, który przestał być dywanikiem.

Obiecałam sobie pisać co najmniej jeden post w miesiącu, żeby było jakieś życie na blogu. Od połowy grudnia miałam wprawdzie mnóstwo czasu, ale niestety nie mogłam na niczym skupić mojej uwagi - zarówno czytanie książek, jak i ręczna dłubaninka stały się dla mnie wyzwaniem ponad siły. Wszystko posuwało się do przodu tak wolno, że nawet postępem tego nie mogłam nazwać. Jakieś 2 tygodnie temu wróciłam w miarę do formy i szybciutko, bo w parę dni skończyłam dywanik z motylem przeznaczony dla mojej Mamy.  



Dywanik spodobał się Mamie. A co najciekawsze przestał być dywanikiem, zanim wylądował na podłodze. Próba pokazania, jakby się prezentował jako dywanik właśnie, spotkała się z głośnym i zdecydowanym protestem. Ciężko było wymyślić inne zastosowanie dla "takiego czegoś" ale w końcu trafił na oparcie fotela. Doszyłam z tyłu tasiemki, żeby się nie zsuwał i coś z tego wyszło.
A na koniec zdjęcie dywanika w nowej odsłonie, niestety wykonane w słabym oświetleniu, ale tylko tak dało radę.




piątek, 16 grudnia 2016

Zakładka

Postanowiłam zrobić mojej Mamie mały prezent i stąd pomysł na zakładkę. Początkowo miałam inny zamysł, ale po wyszyciu jednej strony okazało się, że wzór na tył po prostu nie pasuje wielkością. Poszukałam i znalazłam coś na zamianę. A oto efekt:

 

Strona z kwiatkami wykonana na plastikowej kanwie z resztek muliny. Wyszywało mi się bardzo przyjemnie i poszło dość szybko. 

Z drugiej strony pojawił się miś z kolekcji Anchor (wzór TT2002). Wzór wykonałam muliną DMC, bo akurat miałam potrzebne kolory. Zdecydowałam się na materiałową kanwę do zakładek 14ct, ponieważ wydawało mi się, że połączenie dwóch plastików będzie zbyt grube. Ta strona zakładki sprawiła mi troszkę więcej trudności. Po pierwsze wydaje mi się, że kanwa do zakładek ma znacznie luźniejszy splot, niż kanwy, których używałam do tej pory. Nie bardzo mi to odpowiadało, ale chciałam skończyć co zaczęłam. Gdy już na poważnie zaczęłam wyszywanie, to poszło łatwiej. Kolejne utrudnienie stanowiły kontury - tutaj trzeba mieć naprawdę dużo cierpliwości:). A na koniec pojawiły się french knoty, z którymi do tej pory nie miałam do czynienia. Ale nauczyłam się czegoś nowego. Teraz czekam, czy Mamie spodoba się prezent.