sobota, 10 czerwca 2017

Porządek musi być

Już jakiś czas zbierałam się do tego, aby pokazać w jaki sposób przechowuję moje muliny i co wykorzystuję podczas wyszywania, żeby mi było łatwiej się odnaleźć w zasobach, które ku mojej radości są już przyzwoitych rozmiarów.

Na początek moja wielka duma i jednocześnie prezent od Męża - drewniana skrzynka.  Skrzynkę kupiliśmy gotową, ale wilka na wierzchu własnoręcznie Mąż wypalił. 


W środku mam w woreczkach strunowych oryginalne kolory z DMC, wraz z ich chińskimi odpowiednikami. Obecnie w moich zasobach znajduje się około 250 oryginalnych kolorów DMC. Oczywiście planowane jest powiększenie zbiorów aż do skompletowania całej palety nici, ale ze względu na cenę jeszcze pewnie to potrwa. Zresztą na razie nie chcę mówić Mężowi, że przydałaby się jeszcze jedna taka skrzyneczka, żeby wszystko weszło:) 
Zrobiłam przegródki z kartonu, który obkleiłam papierem do prezentów. A wszystko po to, aby po wyjęciu jakiegoś koloru nie powstawał bałagan.



Każdy woreczek opisałam właściwym numerem.


Pozostałą mulinę trzymam w kartonowym pudle "jak po butach", tyle że żadnych butów nigdy w środku nie było. 


Wszystko posortowane i w należytym porządku. W dużych woreczkach strunowych mam odpowiednio podzielone 
- chińskie odpowiedniki DMC poukładane według numeracji setkami, 
- Ariadnę ułożoną kolorami i opisaną według numerów (nie mam jej za dużo, więc taki układ był lepszy niż w przypadku samych numerów),
- pozostałą mulinę posortowaną subiektywnie według kolorów (czerwone, niebieskie, zielone itp.)
- osobne woreczki na mulinę czarną i białą z różnych firm.



Mulinę potrzebną podczas danego wzoru mam w osobnym pudełku, tym razem w metalowym. Zawsze dorzucam tam inne potrzebne rzeczy np. igły, nożyczki, mazak do kanwy. Pudełko ma pokrywkę, więc w razie potrzeby mogę zamknąć mój podręczny zasobnik.


I kolejna bardzo przydatna rzecz, która miała być tylko rozwiązaniem przejściowym, ale doskonale się sprawdziła i została ze mną na stałe. Nazwę to sobie "podręczny segregator". Kupiłam kiedyś za złotówkę album do zdjęć w twardej oprawce. Każdą koszulkę na zdjęcia podzieliłam na 4 części (za pomocą nożyczek, skalpela i taśmy klejącej) i otrzymałam mój segregator. Potem, gdy zaczęłam wyszywać wzory o większej liczbie kolorów, to dorobiłam brakujące kieszonki z koszulek na dokumenty. Trzymam tutaj pocięte na kawałki nici z każdego koloru, który aktualnie potrzebuję i resztki rozdzielonych mulin. Każdy kolor ma swoją przegródkę i karteczkę z numerem i oznaczeniem na wzorze. Jednorazowo mogę korzystać z ponad 100 przegródek, co w zupełności zaspokaja moje potrzeby. 


Tyle w temacie porządkowania muliny. 
Przy okazji jeszcze parę rzeczy, które ułatwiają mi wyszywanie. 

Karta kolorów DMC. O ile nie mam problemu z doborem nici, jeśli posiadam dany kolor w oryginale, to w pozostałych przypadkach korzystam z karty kolorów. I muszę przyznać, że bardzo pomaga. Jeśli używam chińskich odpowiedników, a nie mam oryginału, to zawsze kontroluję zgodność z kartą kolorów. W planach mam wykonanie wzornika, bo rzeczywista nić różni się optycznie od druku, ale to pewnie jeszcze potrwa i póki co zadowalam się tą pomocą.


Tamborek drewniany o średnicy 22cm. Jego zastosowania nie muszę opisywać. Bardzo przydatny przy wykonywaniu prac, które się w niego mieszczą, a przy wykorzystaniu lnu, wręcz niezbędny. 


Wzory. Zazwyczaj drukuję sobie wzory, bo to by w razie czego móc zaznaczać, jak daleko jestem w wyszywaniu. Jak to możliwe, mam jeszcze wzór w kolorze na telefonie i w razie wątpliwości sobie podglądam. Nie lubię wyszywać z laptopa lub tylko z komórki, więc dalej papier rządzi.


Moje ostatnie odkrycie - metalowy nawlekacz. Mała i prosta rzecz a znacznie usprawnia pracę. Miałam opory przed tradycyjnym nawlekaniem igły. Nitki w miarę wyszywania robiły się bardziej kosmate i trudno czasem było trafić w oczko. Teraz mój problem został rozwiązany. Musiałam kupić 10 sztuk, bo jednej nie było w sprzedaży, ale jestem bardzo zadowolona. Tym bardziej, że zapłaciłam około 1,50 zł za 10 szt. Mam zapas na długie lata.


I na zużyte nitki mam plastikowy słoik. Nie zbieram nitek na TUSAL ani nic w tym rodzaju. Po prostu, zanim dowiedziałam się, że ludzie gromadzą nitki w słoikach potrzebowałam jakiegoś pojemnika na resztki. Od razu wiedziałam, że musi być z plastiku, bo zdarza mi się go nieopatrznie strącić. Nitki wyrzucam co parę dni, żeby w przypadku ewentualnego potrącenia nie mieć za dużo sprzątania:)


Mam jeszcze inne niezbędne akcesoria, ale ich zastosowanie jest jasne a one same w żaden istotny sposób się nie wyróżniają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz